Rozwój, rozwój i jeszcze raz.. rozwój!

Hej chłopaki!
Zastanawiałem się, jaki temat poruszyć w moim kolejnym wpisie. Doszedłem do wniosku, że warto wspomnieć przede wszystkim o takiej prostej satysfakcji życiowej, którą każdy z nas powinien czuć, bez względu na to, co ma lub czego mu brakuje.
Zauważyłem, że wielu z moich kolegów i rówieśników, cały czas na coś czeka, albo do czegoś dąży. Wydaje nam się, że jak będziemy mieli żonę, dziecko i pieniądze, to nasze życie będzie kompletne i spełnione. Myślę jednak, że warto wspomnieć, że nie – nie tylko o to w życiu chodzi.
Wiecie, jak to jest, kiedy uzależniacie swoje szczęście od innych czynników? Kiedy wydaje Wam się, że jesteście szczęśliwi i zadowoleni, bo macie to, czego zawsze pragnęliście. Piękna żonka robiąca codziennie pyszne obiadki to jednak nie wszystko.
Ja wiem, że nikt z nas nie chce myśleć pesymistycznie i wolimy nastawiać się na to, że wszystko będzie dobre, łatwe i przyjemne. Myślę jednak,  że czasem warto zadać sobie jedno, podstawowe, ale bardzo ważne pytanie: kim byłbym bez tego wszystkiego?
Kim byłbyś, gdyby zniknęły wszystkie Twoje pieniądze, żona, kobieta, znajomi?
Jeśli dojdziesz do wniosku, ze zostaniesz wtedy bez niczego, musisz zastanowić się, czy faktycznie nie jesteś nikim.
Jedyna rzeczy,  której nikt nam nie zabierze, jest to co mamy w głowie. Wspomnienia, wiedza, doświadczenia. Jeśli ich nie zbieramy, nie mamy się z czego cieszyć, kiedy zniknie wszystko to, w czym dotychczas pokładaliśmy nadzieję.
Dlatego Panowie, najważniejsze – rozwój. I nie chodzi mi tutaj o jakieś głupie gadanie i motywację. Chodzi mi o wiedzę, zainteresowania, hobby. Musicie wiedzieć, co lubicie i na czym się znacie.. albo przynajmniej na czym chcecie się znać! Bo nic nie poszerza horyzontów tak, jak wszechstronność zainteresowań. Zastanówcie się nad tym.

Pozdro,
Marcin

Najgorszy rodzaj faceta? Facet bez pasji!

Hej chłopaki!

Często pytacie mnie, dlaczego one w ogóle nie zwracają na Was uwagi. Choć cały czas o tym piszę, wydaje mi się, że wciąż nie zdajecie sobie sprawy z jednej, chyba najważniejszej rzeczy: facet ma imponować. I nie chodzi tu o grubość portfela, czy posadę. Chyba, że szukacie takiej na chwilę, utrzymanki, która będzie z Wami na dobre.. i tylko na dobre. Bo jak pojawi się to przysłowiowe „złe”, to zakończy się wszystko, co próbowaliście budować.

Ludzie bez pasji są nudni. Chyba sami wiecie o co mi chodzi? Szukacie kobiet, które Was czymś zainteresują, zaintrygują swoim sposobem bycia, albo zaszczepią w Was jakąś fajną zajawkę. Co jeśli takiej nie znajdziecie? Albo, co gorsza, co jeśli znajdziecie kobietę, która będzie szukała w Was tego samego?
Jeśli obydwie strony postanowią szukać kogoś, kto urozmaici ich życie, Wasza relacja jest przegrana. Bo wchodząc w związek macie być sobą. Tą jedną osobą. Zmienia się jedynie to, że przy Waszym boku znajduje się ktoś inny, że nie jesteście sami, decyzje które podejmujecie wpływają też na innych. Poza tym raczej nie zmienia się nic.

Kiedyś wydawało mi się, że nie mam pasji, że wolny czas spędzam tylko na spotkaniach ze znajomymi, ewentualnie oglądam telewizje w domu. Potem poznałem pewną dziewczynę, której pasją było.. słuchanie muzyki. I ja się w tą pasję totalnie wkleiłem. Bo też słucham muzyki, uważam że jestem wobec niej nawet dość wybredny. Znam niszowe kawałki nieznanych wykonawców, uwielbiam połączenia electro z muzyką klasyczną.. Kiedy tak rozmawialiśmy, zdałem sobie sprawę z tego, że to pasja, którą dzielimy. Choć gatunki, których słuchaliśmy bardzo się od siebie różniły, ogromną radość sprawiało mi wymienianie się nieznanymi kawałkami i poznawanie nowości, na które nie wpadłbym sam z siebie.

Powiecie, że pasja jak żadna. Że muzyki słucha każdy, że nie skończyłem muzykologii i nie odróżniam basu od sopranu. I będziecie mieli racje. Ale mogę o tym porozmawiać, mogę czymś „zabłysnąć” i pokazać ludziom muzykę, której wcześniej nie znali. A gusta są różne – nie wszystko co robię, musi podobać się drugiej osobie.

Zgodzicie się ze mną?

Marcin.

Po pierwsze: bądź sobą!

Witajcie!

Jak zwykle na moim blogu poruszę tematy damsko-męskie. Skupię się na budowaniu nowych relacji i tym, co dzieje się w głowie faceta, kiedy poznaje atrakcyjną – w jego mniemaniu – przedstawicielkę płci przeciwnej.

Wiecie jakie są kobiety, prawda? Poza tym, że delikatne i opiekuńcze, większość bab naczytała się poradników o tym, jak utrzymać przy sobie faceta i na każdym kroku stara się być bezuczuciową zołzą, która zawsze ma rację. I my to łapiemy, łykamy w całości. Szanujemy je, że mają swoje zdanie i wydaje nam się, że ta zadziorność jest nawet seksowna. Historia jest prosta – zafascynowani naszą małą diablicą, nie zdajemy sobie nawet sprawy, kiedy wpadamy pod pantofel i unikamy spotkań towarzyskich, bo wspólnie z ukochaną doszliśmy do wniosku, że dziś wieczór będziemy oglądać „Przyjaciół” i wcale nie mamy ochoty na piwo z kumplami. Nie przeczę, że większość kobiet ma w sobie „to coś”, co sprawia, że wariujemy na ich punkcie. Nie przeczę też, że zadziorne kobiety nie są seksowne, ani że własne zdanie nie jest cechą pożądaną u partnerki, ale my – panowie – mamy jedną, bardzo złą cechę: chcąc się przypodobać, stajemy się bezosobowymi ciotami wsiąkającymi we wszystkie zainteresowania swojej lubej, zatracając samych siebie i swój charakter. I wiecie co? Im się to wcale nie podoba. One chcą faceta, z krwi i kości, który ma swoje zdanie, czasem warknie i wyjdzie z domu, żeby uniknąć przesytu.

I tutaj moi Drodzy zaznaczę, że skrajności nigdy nie są dobre. To nie oznacza, że macie teraz stać się bezuczuciowymi mięśniakami, którzy okazują miłość wyłącznie swojej matce. Nie oznacza to, że w ogóle jacyś macie być. Chodzi mi tylko o to, żebyście byli sobą.

Ostatnio czytałem jakiś artykuł, że większość krótkich związków rozpada się po 3 miesiącach. I wiecie co ja o tym uważam? Rozpadają się, bo trzy miesiące to wystarczający czas, żeby choć odrobinę się poznać. To czas, w którym wchodzimy na wyższy etap zaufania, zaczyna nas coś faktycznie łączyć i wychodzi na wierzch to, jacy jesteśmy naprawdę. Po miesiącu, czy dwóch udawania, ona orientuje się, że coś nie tak, albo to my nie dajemy rady cały czas udowadniać, że na nią zasłużyliśmy. Mamy dosyć udawania, żebrania o uwagę i odstawiania na dalszy plan wszystkiego, co robiliśmy przez większość życia. I to się kończy, po prostu, bo któraś ze stron nie wytrzymuje.

Myślę, że głównym powodem tych zawirowań jest przede wszystkim strach. Boimy się, że coś nam się nie uda, że nie damy rady, albo ten związek się rozsypie. Boimy się, więc stajemy na głowie byle tylko pokazać jej, że jesteśmy odpowiedni, wystarczająco dobrzy. Zaczynamy czytać książki, słuchać podobnej muzyki, albo – w skrajnych przypadkach – wysyłać jej zdjęcia odcieni szminek, które nam się podobają. Bo chcemy być przyjaciółką, tą najlepszą, jedyną psiapsi która wie o niej wszystko i jest taka szalona! Tyle, że jeżeli ma już przyjaciółkę, to nie potrzebuje kolejnej. A jeśli nie ma, to stając się jej przyjaciółką, nigdy nie będziesz jej facetem.

Panowie, łapiecie o co mi chodzi? Nawet jeśli ta relacja się nie uda, jeżeli ona nie będzie chciała być z Wami w związku, zostaniecie tylko przyjaciółmi, albo po prostu wszelkie zwiastuny jakiejkolwiek relacji bezpowrotnie znikną, to i tak będzie dobrze. Lepiej, żeby nic się nie zaczęło, niż żeby skończyło się po 3 miesiącach, kiedy już się zaangażujecie i będziecie w stanie przenosić dla niej góry. Złamane serce to nie jest tylko wymysł panienek, sam dobrze wiem, że dotyczy także płci męskiej.

Jaka jest dobra recepta na udany związek? Nie udawaj. Bądź sobą, nie bój się. Pozwól się poznać naprawdę, siebie a nie osobę, którą stworzyłeś w swojej głowie. Ciesz się, jeżeli się nie uda i wyciągnij lekcję z każdej nieudanej próby. Nie jesteś na tym świecie za karę, więc nie zmieniaj się dla kogoś, kto i tak zostawi Cię po kilku miesiącach, bo Ty nie będziesz w stanie wiecznie udawać.

Powodzenia Panowie,
Marcin.

Chcesz, żeby zwróciła na Ciebie uwagę?

Panowie,

Często pytacie mnie, jak zwrócić na siebie uwagę. Jak to zrobić, żeby ona spojrzała na Ciebie inaczej, niż tylko na kumpla albo przypadkowego przechodnia. Jak stać się pożądanym, atrakcyjnym mężczyzną, którego pragną kobiety i co zrobić, żeby wreszcie stworzyć udany, szczęśliwy związek z laską, która jest dokładnie taka, jak chcecie. Choć nie znam odpowiedzi na Wasze pytania, chciałbym podzielić się moimi spostrzeżeniami odnośnie budowania relacji damsko-męskich.
Oto kilka moich myśli, które – jak sądzę – trafiają w sedno:

1. Każda jest inna

Zdaje sobie sprawę z tego, że kobiety są mniej więcej podobne. Musimy jednak pamiętać, że to mniej więcej, to nigdy nie jest 100%. Jeżeli podobasz się jednej, nie oznacza to że spodobasz się jej koleżance. Jeżeli lubi Twoje chamskie odzywki, przekleństwa i to, że „pachniesz” papierosami, nie oznacza że zaakceptuje to druga. Dlatego właśnie szukamy tych swoich przysłowiowych drugich połówek, a nie sięgamy po to, co nam się nawinie. Bo szukamy dobrania, nie tylko pod kątem fizycznym, ale przede wszystkim psychicznym. Szukamy osoby, przy której czujemy się pewnie, bezpiecznie i na swój sposób swojsko. Podoba Ci się każda? Nie, więc dlaczego Ty chcesz podobać się wszystkim?

2. Ludzi patrzą na Ciebie tak, jak Ty sam się postrzegasz.

Daleki jestem psychologicznemu gadaniu o samoakceptacji, gdyż nigdy nie miałem się za kołcza. Nigdy  nawet nie myślałem o tym, żeby zajmować się motywowaniem ludzi. Jedno jest jednak pewne: jeśli się nie lubisz, to mało kto Cię polubi. Nie chodzi mi nawet o siłę sugestii, chodzi mi o pewność siebie. Jeżeli nie jesteś pewny siebie, to nigdy nie wyjdziesz przed szereg, zawsze będziesz się ukrywał, chował i stał w cieniu.. A ona po prostu Cię nie zauważy. Proste, prawda? Wiem, że nie łatwo jest pokochać samego siebie – w końcu znasz swoją osobę najlepiej ze wszystkich i jak nikt inny wiesz o swoich wadach. Ale jesteś jaki jesteś, albo to zaakceptuj, albo coś z tym zrób – trzeciej opcji nie ma.

3. Desperacja nie jest atrakcyjna

Po facecie widać, że jest zdesperowany. Prosi się o uwagę, przypomina, gdy ona nie odpisuje od kilku minut i zdaje głupie pytania, by podtrzymać rozmowę. Jeżeli rozmowa się nie klei, to albo ona nie jest zainteresowana i nie ma sensu jej nagabywać, albo po prostu się nie dogadujecie… Wtedy tym bardziej nie ma sensu próbować czegoś z tego ulepić. Takie proste, a tak skomplikowane!

4. Spiesz się powoli.. ale się spiesz!

To zazwyczaj kobiety chcą wszystko na szybko. Oczekują deklaracji, wyznania uczuć i obietnicy, że będziemy z nimi już zawsze. To my musimy stonować ten zapał, dać jej powody do cierpliwości i starać się być choć odrobinę tajemniczy. Inaczej porwie nas w całości, zanim jeszcze się dobrze poznamy. Baby takie są. Niestety coraz częściej nie tylko kobiety mają skłonności do „przywłaszczania” sobie mężczyzny. Coraz częściej to panowie chcą mieć wszystko na już, teraz, zaraz. I to je odstrasza. Bo one wcale nie widzą, że na co dzień same takie są, zauważą dopiero gdy zaczniemy je naśladować… A jak już zobaczą – uciekną z krzykiem.
Myślę, że temat tego całego spieszenia się w relacjach jest dość ciekawy i zawiły. Nie wiem czemu płeć męska tak często popada w skrajności. Wiele moich kolegów albo nie stara się w ogóle – bo przecież ona też musi się trochę zaangażować, albo wchodzi jej w życie z butami, nie wycierając ich wcześniej w wycieraczkę leżącą pod drzwiami.
Angażujmy się, pokazujmy że są ważne, inteligentne i robią na nas wrażenie. Spróbujmy jednak poczekać z poznawaniem rodziców, zabieraniem na imprezy rodzinne czy szukaniem imion dla dzieci. Na to przyjdzie czas.

Uważam, że z tego wszystkiego co wypisałem, najważniejsze jest jednak to, abyście pamiętali, że zawsze, wszystkie relacje trzeba budować na szczerości i autentyczności. Inaczej to nie pyknie, a w Was pozostanie destrukcyjne poczucie porażki.

Trzymajcie się chłopaki,
Marcin.

Panowie, weźcie się za siebie!

Chłopaki, założyłem bloga żeby dzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Opowiadam o swoim życiu, udzielam rad, polecam Wam różne męskie gadżety i przedstawiam swoje opinie. Codziennie obserwuję różne reakcje na moje teksty – jedni przybijają mi piątkę, inni się ze mną nie zgadzają, kolejni hejtują, to jest normalne.

Ten wpis postanowiłem jednak napisać, bo mam już trochę dosyć biadolenia o tym, jak to mi łatwiej mówić, bo dobrze wyglądam, mam ładną żonę i pieniądze.

Panowie, myślicie że mi to wszystko z nieba spadło?

Moja historia wcale nie jest taka prosta, jak Wam się wszystkim wydaje. Długo zastanawiałem się, co ze mną nie tak, czemu nic mi się nie udaje i jak zacząć, żeby wreszcie zmienić coś w swoim życiu na lepsze. Jak każdy człowiek mam lepsze i gorsze dni, ale wiem że trzeba walczyć!  Sylwetka, którą dziś widzicie to było kiedyś moje marzenie. Teraz już wiem, że marzenia faktycznie się spełniają! Jeszcze kilka lat temu byłem chłopakiem, który siedział ciągle przed komputerem, jadł chipsy i płakał, że mu w życiu nie wychodzi. Miałem duże wymagania względem swojej drugiej połówki, jednak nic nie oferowałem w zamian. Siedziałem przed komputerem i patrzyłem, jak rośnie mi brzuch.

Przełom w moim życiu nastąpił dopiero, gdy odkryłem Slimetrol. Znalazłem recenzje gdzieś w Internecie i postanowiłem spróbować. To takie tabletki, które wspomagają metabolizm. Pozytywne opinie dały mi nadzieję, że uda mi się i faktycznie – pomogły mi odbudować poczucie własnej wartości, dały wiarę w siebie. Przestałem spędzać całe dnie przed komputerem, miałem energię żeby rozwijać swoje pasje, poszukać lepszej pracy i uwierzyć w to, że nadaje się do czegoś znaczącego. Dobry wygląd to podstawa świetnego samopoczucia, pewności siebie i siły do działania. Zatem jeśli zastanawiasz się nad tym, od czego zacząć zmiany w swoim życiu, odpowiedź jest jedna – zacznij od siebie! Ktoś kiedyś powiedział, że nie jesteśmy w stanie zaakceptować innych, jeśli nie akceptujemy samych siebie. W pełni się z tym zgadzam, ale muszę dodać, że brak akceptacji do swojej osoby to też – przede wszystkim – bariera, która nie pozwala nam się realizować. Życie masz tylko jedno – chciej od niego czegoś więcej!

 

Trzymam kciuki,

Marcin.